Przepraszamy, ale Twoja przeglądarka nie jest wspierana.
Prosimy o jej uaktualnienie lub pobranie którejś z poniższych:

Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

​Top 5 najsmaczniejszych perfum

​Top 5 najsmaczniejszych perfum

Edpholiczka 21.11.15R 3 komentarze

Ostatnio po głowie chodziła mi szalona myśl, by rzucić sobie wyzwanie wytypowania 5  perfum kategorii gourmand, które koniecznie trzeba znać. Jako wielka maniaczka słodkich, jadalnych zapachów wiedziałam, że będzie to dla mnie trudne zadanie. Przetestowałam ich setki, wiele z nich trafiło do mojego serca, kolekcji perfum albo na zapachową wishlistę. Czasami warto wyjść ze swojej strefy komfortu i skoro często do tego (w kwestii perfum) nawołuję, to sama muszę tak postąpić. Bo wybieranie faworytów z ulubionej ostatnimi czasy kategorii zapachowej to dla mnie bardzo trudne zadanie. Takie, którego do tej pory unikałam.

Stawiam sobie kilka warunków – wybieram z perfum mainstreamowych i popularnych. A moje wybory nie będą tylko wynikały z osobistych sympatii i sentymentów, ale też statusu perfum i tego, co wniosły do świata zapachów i jak wpłynęły na rynek.
Bez zbędnych wyjaśnień – oto moja próba wyróżnienia pięciu „słodziaków”, które zatrząsnęły światem perfum gourmand. I moim przy okazji też.

Angel

Dzieło Thierry’ego Muglera z 1992 roku wytyczyło ścieżkę wszystkim zapachom kategorii gourmand i co do tego nie mam wątpliwości. No, może czasami, kiedy wyczuwam paczulowy akord Anielicy w perfumach Nirmala (1955 r.) marki Molinard. Wiele osób twierdzi, że to właśnie pachnidło Molinard było tym początkiem zapachowej mody, a dodatkowo inspiracją do tworzenia Angela. Jest w nich rzeczywiście coś, co Angela przypomina, natomiast Nirmala skręca w zupełnie inną drogę – tropikalnych owoców, wanilii nafaszerowanej tonką. W oficjalnym spisie paczuli nie znajdziemy. 
Wracając do kompozycji Muglera, nie mogę powiedzieć, że Angel to słodziak niepoprawny. Na mojej skórze pachnie zupełnie inaczej niż mogłabym przypuszczać. Wiele osób opisuje je jako kaloryczną bombę, bo w nutach Aniołka mamy karmel, czekoladę, watę cukrową, miód, kokosy, wanilię i masę słodkich owoców. I co z tego, skoro na mojej skórze zapach ten wypada raczej chłodno i paczulowo? Zajęło mi kilka lat całkowite zrozumienie i pokochanie tego zapachu na mojej skórze. Uważam, że to zapach genialny i przygodę z perfumami gourmand należy rozpocząć od niego. Jeśli to spotkanie będzie nieudane – nie warto się zrażać, najlepiej wrócić za parę lat. Bo to zapach, który zapoczątkował modę na słodkości, ale przy okazji ustawił poprzeczkę tak wysoko, że nie sposób innym pachnidłom jej przeskoczyć. Angel to perfumy diabelsko ambitne.

Hypnotic Poison

Flanker klasycznej Trucizny Diora pojawił się w sprzedaży w 1998 roku i od razu narobił wiele zamieszania. Było trochę kontrowersji na temat tego, że perfumy korzystają z nazwy Poison nie mając z nią zbyt wiele wspólnego, inni skupili się na samym zapachu. Opinie były skrajne, bo o ile dla wielu osób były one niezwykle kobiece, zmysłowe i uzależniające, to dla pozostałych Hypnotic Poison było perfumami zbyt intensywnymi, wyuzdanymi i wulgarnymi. 
Skojarzenia z uwodzeniem, seksem są w przypadku tych perfum jak najbardziej uzasadnione. To nie jest zwykły zapach przesłodzonego deseru. W nim jest pewna dojrzałość i tajemnica, której możemy doszukiwać się w kobiecie zakochanej w tych perfumach. Hypnotic otwiera się nutami owocowymi, jakby lepkimi, tylko po to, by zaraz podkręcić cukrową temperaturę. Pojawiają się śliczne okazy tuberozy i jaśminu, syczące do ucha słodko, próbujące zasłonić sobą zapach kminku, który i tak przebija się i zachwyca. Kiedy w zapachu pojawia się główna gwiazda – migdał, ja otwieram oczy ze zdziwienia i choć nosiłam te perfumy wiele razy, to zawsze jestem oczarowana ich piękną słodyczą. Wanilia tuli się czule z migdałami, komplementując skórę użytkowniczki zapachu. I dla mnie to wulgarne nie jest, a piękne. 

Flowerbomb

Kwiatowa bomba duetu Victor & Rolf zdominowała rynek w 2005 roku i była jedną z najgłośniejszych premier dekady. Tylko czy nazwa tego zapachu jest rzeczywiście adekwatna do zawartości flakonu? Nie. Mam wrażenie, że to taka gra, która miała na celu przyciągnięcie do perfumerii kobiet, które z samej ciekawości rzucą się na flakon, by sprawdzić, jak te perfumy mogą pachnieć. Oczywiście to się udało i Flowerbomb do tej pory jest jednym z najlepiej sprzedających się zapachów. Czy zasłużenie? Jak najbardziej! Początkowo nie rozumiałam fenomenu tego zapachu, trochę zmęczona wszechobecną reklamą tych perfum nie dawałam im kolejnych szans. Okazało się, że to pachnidło piękne, któremu należy poświęcić trochę uwagi, nie patrząc na jego sławę. To śliczna paczula (zdecydowanie inspirowana na Angelu) w towarzystwie pudrowej orchidei i herbaty. Pachnie wspaniale, słodko i może początkowo rzeczywiście jest zapachem intensywnym, ale nuta herbaty pilnuje ładu w kompozycji, uspokajając szalone słodkości, które skrywa flakon. Jego baza przypomina mi Jimmy Choo, które również uważam za zapach udany, ale to Flowerbomb zwycięża.

Hypnose

Lancome wypuściło perfumy Hypnose w 2005 roku. Nie zostało tak dobrze przyjęte, ja zrzuciłabym część winy na pojawienie się Flowerbomb, ale reklama tego zapachu nie była zbyt dobrze zaplanowana. I choć nie jest to pachnidło bardzo popularne, to wcale nie znaczy, że gorsze. Dla mnie Hypnose to perfumy genialne, takie na skraju przyzwoitości oflaktorycznej. Jest tak słodko i tropikalnie, że nie wiem czy zgrzytać zębami, czy wskakiwać w bikini. Pomimo tego co właśnie powiedziałam, najbardziej lubię je zimą. Ślicznie wirują po mroźnym powietrzu, lekko je ocieplając, dodając uroku. W perfumach tych nie dzieje się może wiele, bo mamy w nim niewiele nut zapachowych – passiflorę, gardenię, jaśmin, wanilię i wetiwer. Siła z jaką uderza passiflora, gardenia i wanilia jest dla mnie nokautująca, ale w pozytywnym sensie, bo wracam po nią często. 

La Vie est Belle

Ostatnie pachnidło w moim zestawieniu należy do Lancome. To ostatni taki „wielki słodziak”, który zdominował sprzedaż i zainspirował lawinę innych pachnideł. Lancome znalazło oryginalny sposób na przedstawienie połączenia nut pralinek z wanilią, dodając im eleganckiego akcentu ze strony irysa. Dla mnie to była automatyczna miłość, już przed powąchaniem wiedziałam, że zapach będzie świetny (brawo dla speców od marketingu i dla Julii Roberts – twarzy tych perfum!). Bardzo szybko znalazły się w mojej kolekcji i przez długi czas były dla mnie obsesją. Nie przeszkadza mi, że ten zapach jest popularny i często podrabiany, ja tam mojego La Vie est Belle nie oddam i koniec!

Uff! Dokonałam niemożliwego. Być może za rok stwierdzę, że należało wybrać inne zapachy, bo trudno było mi pominąć kilka ulubionych perfum. Jeśli tak będzie, to wrócę do tematu, może poszerzę listę o kolejne zapachy. A na razie zżera mnie ciekawość…

Jakie są Wasze ulubione słodziaki?

3 Komentarze

  • Wojownicza K. 29.11.15r, godz. 23:16

    Uuuu Kasieńko kompletnie się z Tobą nie zgodzę (choć rzadko się to zdarza). Chyba zapomniałaś moja Kochana czym się chcemy najadać!!! Pyszne perfumy to przede wszystkim La Perla Dark Extacy, Aquolina Gold Sugar, Szarlotka od Hermesa, Harajuku Lovers Sunshine Cuties Lil`s Angel i Angel owszem ale nie edp a sucreeeeeeeeeeeeeeeeeee :D

  • Martyna 24.11.15r, godz. 19:35

    Moje ulubione slodziaki :
    1)GUERLAIN - La petite Robe noire
    2)Diesel - Loverdose
    3)paco rabanne - ultraviolet
    4)victor&rolf - bon bon
    5)ralph lauren - notorious

  • Magdalena 22.11.15r, godz. 08:55

    Świetne typy!

Skomentuj