22 292 22 44







W pochmurne grudniowe popołudnie 1928 roku z portu w Marsylii wyruszył w zamorską wyprawę książę Leon Sapieha. Kilkanaście dni później był w Port Sudan nad Morzem Czerwonym, skąd pociągiem dotarł do Chartumu. Dalszym etapem wyprawy była podróż statkiem w górę Białego Nilu, a potem samochodami terenowymi do granic Konga Belgijskiego. W ten oto sposób rozpoczynało się jedno z wielu przedsięwzięć, które miały torować Polsce drogę do Afryki.

W Kongu książę, zapalony myśliwy, znalazł się w swoim żywiole. Na rozległych sawannach mógł polować na grubego zwierza. Podróże i polowania na pograniczu Konga, Rwandy, Ugandy i Tanganiki zajęły mu kilka miesięcy. Samych bawołów upolował osiemnaście, od kuli z książęcego sztucera padł też potężny, dwustukilogramowy goryl. Chodziło jednak nie tylko o myśliwskie trofea. Książę, jeden z największych właścicieli ziemskich w Polsce (m.in. majątku i pięknego pałacu w Krasiczynie), był zdecydowany zakupić w Kongu kilkaset hektarów żyznej ziemi i założyć plantację. Po dłuższym rekonesansie wybrał teren pomiędzy jeziorem Mokoto a wulkanem Nyamuragira na wschodnim pograniczu Konga.

Sprawy urzędowe związane z zakupem ziemi zostały pomyślnie załatwione i książę stał się właścicielem posiadłości Ngesho, która dzięki pracy stu wynajętych robotników szybko zamieniła się w pola uprawne kawy i herbaty. Gdy wracał do kraju, oczami wyobraźni widział już „gotowe plantacje, drogi, aleje, domy i ogrody”.

Książę Leon Sapieha nie był jedynym Polakiem owładniętym myślą o ekspansji na Czarnym Lądzie. Lata trzydzieste XX stulecia to apogeum polskich marzeń o koloniach w Afryce. Na wielką skalę rozwinęła działalność Liga Morska i Kolonialna, licząca trzysta kół i setki tysięcy członków w całym kraju. To właśnie w kręgu przywódców hojnie dotowanej przez państwo Ligi rodziły się pomysły polskiego osadnictwa w portugalskiej Angoli, na francuskim Madagaskarze czy w poniemieckim Kamerunie. Najdalej zaawansowane były starania o pozyskanie dla polskiego osadnictwa terenów w Liberii, dokąd ze specjalną misją rekonesansową wyruszyła delegacja Ligi Morskiej i Kolonialnej.

Wprawdzie Afryka była od dawna prawie w całości podzielona pomiędzy mocarstwa kolonialne, ale wydawało się, że duży potencjał ludnościowy Polski i szybki rozwój marynarki handlowej i wojennej będą stanowić mocne argumenty w przetargach z kolonialnymi potęgami, które same nie były w stanie zagospodarować olbrzymich terenów afrykańskiego interioru. W najśmielszych marzeniach Leon Sapieha nie przewidział jednak, że za kilka lat w Afryce zamieszka blisko dwadzieścia tysięcy Polaków, a w niektórych krajach staną się oni największą grupą ludności pochodzenia europejskiego. Zrządzeniem losu nie przybyli tu jednak urzeczywistniać mocarstwowych ambicji Ligi Morskiej i Kolonialnej, lecz jako uchodźcy, którzy na Czarnym Lądzie szukali bezpiecznego schronienia, a nie zysków i apanaży.

Po wielu latach w styczniu 2017 jeden z potomków uczestników polskiej wyprawy z 1928 roku do Afryki Wacław wraca do Polski, chce poznać kraj swoich przodków. Kraj mu się podoba, postanawia sprzedać swoje włości w Afryce i na stale osiedlić się w kraju swoich przodków. Jest dobrze wykształcony, czuje się Polakiem i po kilku miesiącach pobytu w kraju decyduje się na pracę w perfumeria.pl.

W czasach dominacji gigantów internetowych i stale rosnących kosztów reklamy wpada na pomysł stworzenia silnego zespołu sprzedażowego opartego na bardzo prostych zasadach. Tak powstaje program 5/2+1000.